Koniec II wojny światowej nie przyniósł upragnionego pokoju na terenach dzisiejszego Podkarpacia. Ziemia sanocka w 1945 roku stała się areną brutalnego, lokalnego konfliktu polsko-ukraińskiego, w którym nierzadko ofiarami padała bezbronna ludność cywilna zmuszona do życia w ciągłym strachu, podejrzliwości i bezprawiu.
W cieniu bratobójczych walkWieś Dobra (wówczas podzielona na Dobrą Szlachecką i Rustykalną) była przed wojną dużą miejscowością o zróżnicowanej strukturze etnicznej, w której dominowali Ukraińcy obok mniejszości polskiej i żydowskiej. W 1945 roku na tych terenach szerzył się chaos wywołany działalnością UPA oraz zbrojnych oddziałów nowej władzy komunistycznej, takich jak Milicja Obywatelska (MO). Mieszkańcy Dobrej byli ofiarami napadów, rekwizycji, a często samosądów, na co wskazują liczne raporty o morderstwach i zbrodniach odwetowych dokonywanych w tej okolicy przez obie strony konfliktu.
Tajemnica zarchiwizowana przez IPNJak głęboko w tym konflikcie osadzone były osobiste porachunki i nienawiść, ukazuje dramatyczny dokument z Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (sygn. AIPN Rz 072/1). Jest to wyciąg z protokołu przesłuchania z dnia 30 kwietnia 1945 roku. Zeznania, złożone przed referentem Służby Bezpieczeństwa OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów), rzucają światło na tajemnicze zniknięcie kilkorga mieszkańców Dobrej, w tym dwójki przedstawicieli rodu Tyrańskich.
Zgodnie z zapisem, przesłuchiwana Justyna Gisiewicz zeznała:
„Doniosłam na milicję w Sanoku na następujących Ukraińców ze wsi Dobra: Tyrański Semen i Tyrańska Anna, Demkowycz Andrij, Demkowycz Mykoła, Uhryn Iwan. Zostali aresztowani przez milicję z Sanoka i po drodze przepadli bez śladu.”
Nierozwiązana zagadkaSłowa te dokumentują dramatyczny mechanizm, w którym donos ze strony sąsiadów do organów komunistycznych (MO) stawał się wyrokiem śmierci. Aresztowani przez sanocką milicję Semen i Anna Tyrańscy, wraz z trzema sąsiadami, nigdy nie dotarli do oficjalnego aresztu i nigdy nie stanęli przed sądem. Stwierdzenie, że „po drodze przepadli bez śladu”, w ówczesnych realiach oznaczało najpewniej pozasądową egzekucję dokonaną w lasach lub nad brzegiem Sanu. Ciała wielu zaginionych w ten sposób ludzi, nierzadko wrzucano po egzekucji prosto do rzeki.