Koniec XIX wieku to okres niezwykle burzliwego i często chaotycznego rozwoju przemysłowej Łodzi. Ogromny głód inwestycji i pęd do szybkiego zysku nierzadko przysłaniały kwestie bezpieczeństwa i prawa budowlanego. Boleśnie przekonali się o tym robotnicy pracujący przy jednej ze wznoszonych inwestycji. Zdarzenie to na zawsze zapisało się w historii miasta, a także w genealogii rodziny Tyrańskich.
Katastrofa BudowlanaJak donosił na pierwszej stronie „Kurjer Warszawski” w kwietniu 1893 roku, w Łodzi doszło do wstrząsającej katastrofy budowlanej. Zawaleniu uległa znaczna część wznoszonego, potężnego gmachu zwanego „Domem Bławata”. Szybko stało się jasne, że nie był to nieszczęśliwy wypadek, lecz efekt rażących zaniedbań. Wewnętrzne roboty budowlane prowadzono tam pospiesznie, tuż po zamknięciu jesiennego sezonu budowlanego, a pod nieobecność inżyniera kierującego budową, niebezpiecznie naruszono konstrukcję, przebijając grube mury nośne. Jak podawała prasa, do zawalenia doszło tuż po wznowieniu prac, mimo wyraźnych ostrzeżeń o ryzyku i pojawiających się rysach na ścianach.
Poszukiwania Władysława TyrańskiegoPo początkowym odgruzowywaniu ratownicy podjęli trudną decyzję o przerwaniu prac ze względu na pękanie ocalałych fundamentów. Jednakże, dzięki interwencji P. Fernbacha, ostrożnie wzmocniono mury i wznowiono działania. To właśnie robotnicy oczyszczający sutereny zauważyli rękę zaciśniętą na jednym z fundamentów. Doprowadziło to do odnalezienia zwłok Władysława Tyrańskiego.
Młody Życie PrzerwaneWładysław Tyrański w chwili śmierci miał niespełna 24 lata. Z artykułu wyłania się obraz silnego, dobrze zbudowanego mężczyzny, który według relacji, przed śmiercią najprawdopodobniej próbował ratować się ucieczką, usiłując osłonić się dłońmi przed osuwającymi się ścianami. Obrażenia były jednak śmiertelne – zginął przyciśnięty tonami gruzu w pozycji klęczącej. Prasa opisywała dramatyczny widok jego zmiażdżonej głowy i ciała. Jego śmierć, wywołana bezmyślnością inwestorów, wzbudziła ogromne współczucie wśród świadków wydobycia zwłok, którzy odmówili za niego cichą modlitwę.
Dramat RodzinnyTragedia Władysława miała dodatkowy wymiar, który poruszał ówczesnych czytelników. Jego ojciec Aleksander pracował w tym czasie jako zwrotniczy na stacji w Kutnie. Z powodu obowiązków służbowych na kolei nie mógł nawet od razu przybyć do Łodzi, aby czuwać przy poszukiwaniach syna. Oczekiwał na te tragiczne wieści na odległość, przybywając dopiero na wezwanie telegraficzne po odnalezieniu ciała.